Długa przerwa w blogowaniu nagromadziła wiele zaległości, które muszę nadrobić ;))
Listopad obfitował w wiele ciekawych wydarzeń, które pokrótce opiszę.
Miesiąc zaczął się pechowo chorobami moimi i Tomka. Braliśmy antybiotyk i mieliśmy nadzieję, że Stasia to ominie. Początkowo udało się - wyleczyliśmy się, a Staś "nietknięty" ;))
W weekend niepodległości odwiedziła nas ciocia Jadzia (matka chrzestna Tomka). Była to jej pierwsza wizyta u nas w ogóle. Te niecałe dwa wspólne dni spędziliśmy na spacerze po starym mieście, Krakowskim Przedmieściu, zajrzeliśmy na Pl. Piłsudskiego, gdzie trwały przygotowania do uroczystości katyńskich... Spacer był długi, ale pogoda sprzyjała - zimno, ale słonecznie. Po spacerze pojechaliśmy do sklepu, gdzie wybraliśmy dla Stasia zabawki - prezenty od cioci! I po długich poszukiwaniach wśród miliona zabawek, wybraliśmy magiczne drzewko na kulki i zestaw telefoniczny: stacjonarny i komórka ;)) Staś w domu był oczarowany zabawkami, bawił się nimi do wieczora. Ciocia też była nimi zafascynowana ;))
Niestety, kilka dni później Staś dostał kataru i kaszlu, dr stwierdził początek zapalenia oskrzeli i nie obyło się bez antybiotyku. Staś bardzo męczył się w nocy przez katar, budził i nie mógł swobodnie oddychać... Różne zabiegi jakie czyniliśmy oraz lekarstwa przynosiły stopniową poprawę ;)) A pewnej listopadowej soboty odwiedziła nas długo oczekiwana babcia Grażyna! Była bardzo zaskoczona Stasiem - tym jak urósł, jak się zmienił i ile nowych umiejętności nabył. Poprzednie nasze spotkanie było w sierpniu więc sporo czasu upłynęło... A opis wizyty babci zasługuje na osobny post ;))
niedziela, 2 grudnia 2007
wtorek, 6 listopada 2007
9 miesięcy!
No to dzisiaj zrównuje się okres przebywania Stasia w brzuchu z okresem przebywania "na tym świecie" ;-)) Mam nadzieje, że tutaj jest mu conajmniej tak dobrze jak u mamy ;-))
I jak przy każdej miesięcznicy - czas na kolejny bilans:
I jak przy każdej miesięcznicy - czas na kolejny bilans:
- waga - 9,010 kg
- wzrost - ok. 71cm
- zęby - 2 dolne jedynki (ostre jak żyletki ;-))
- motoryka ;)) - bardzo ruchliwa ;)) -> Stasia ulubioną czynnością jest "stanie" i wspinanie się na wszystko o co może się wesprzeć i stać. A co ciekawe - Staś jeszcze nie siedzi prosto samodzielnie. Siedzi z podparciem albo pochylony do przodu i tylko sekundę. Pan doktor oceniając tę umiejętność Stasia, stwierdził, że on nie ma czasu nauczyć się porządnie siedzieć, bo nie widzi w tym żadnej atrakcji ;-)) I coś w tym jest bo Staś na chwilkę usiądzie i za chwilę już na brzuchu i raczkuje gdzieś albo się wspina. Mam nadzieję, że nauczy się siedzieć zanim pójdzie do szkoły, bo inaczej ciężko będzie mu stać całą lekcję ;-)))
- jedzenie - ma swoje smaki, np. nie lubi kurczaka z ziemniaczkami i koperkiem. Chyba w ogóle ziemniaki średnio mu podchodzą, a to może mieć po rodzicach ;-)) Oprócz tego je w zasadzie wszystko. Coraz częściej dostaje kawałki jedzenia do rączki i sam usiłuje coś zjeść, np. jabłko, chrupek, banan, ziemniak. Oczywiście,wtedy więcej jedzenia jest na nim i dookoła niż w buzi ;-))
- humor i towarzyskość - rewelacyjne. Bardzo lubi się śmiać, wygłupiać w zasadzie z każdym. Wystarczy, że towarzysz jest wesoły i miło do Stasia usposobiony - już jest jego super kompanem ;-))
- zasypianie - przebłyski samodzielnego zasypiania na zmianę z tradycyjnym "klepaniem";-))
- spacery - już od ponad miesiąca w spacerówce ku zadowoleniu Stasia.
- różne umiejętności - Staś nauczył się (nie mam pojęcia gdzie ;-) kiwania głową na "nie nie" i zaglądania w twarz mamie lub tacie, gdy nie patrzą się na Stasia. Nawet jeśli pokazujemy Stasiowi głową "tak tak" to on w odpowiedzi kiwa "nie nie" - komicznie. Odkrywa grawitację - z lubością siedzi na kolanach u mamy/taty i bawiąc się zabawką co chwilę zrzuca ją na podłogę i spogląda na nas żeby ją podnieść ;-)
- i tyle w zwięzłym skrócie. Zaczynamy 10 miesiąc!
piątek, 2 listopada 2007
Odwiedziny ciotki Pauliny
W tym tygodniu odwiedziła nas ciocia Paulina - mama chrzestna Stasia. Przyjechała i od razu powiedziała, że zorientowała się, że ostatnio widziała Stasia w maju! Ciocia mieszka daleko od nas i w dodatku jest wciąż w rozjazdach więc to ją usprawiedliwia ;-)) Tak więc Staś i ciotka przystąpili do wspólnego rekonesansu - co się zmienilo. Ciotka zmieniła od maja fryzurę za to Staś... Zmienił menu, nauczył się obrotów na brzuszek, pełzania, raczkowania, prawie-siedzenia, wstawania, gadania w swoim narzeczu, jedzenia łyżeczką, pływania... Ufff, długo by wymieniać. Staś był bardzo zainteresowany prezentami jakie ciocia mu przywiozła i czym prędzej przystąpił do zabawy. Ciocia dzielnie mu towarzyszyła a mama w tym czasie mogła sprawnie zająć się obiadem i innymi arcyważnymi obowiązkami ;-)) Staś bardzo dobrze czuł się w towarzystwie ciotki - a szczególnie upodobał sobie wspinanie się po niej.
poniedziałek, 29 października 2007
Rozmowa
Wczoraj odbyliśmy ze Stasiem pierwszą rozmowę. Nie bardzo jestem w stanie opowiedzieć o czym była, zatem przytoczę ją:
Staś: digu
My: digu
Staś: egu
My: egu
Staś (lekko zdziwiony): aaagiiii
My: aagiii
Staś: eeegu
My: eeeegu
Staś: egliii
My: egliii
..... etc.
Było widać, że Staś skapował, że powtarzamy z nim i to go zachęciło do kolejnych wypowiedzi ;-o,
Tak więc pierwszą rozmowę z synem mamy za sobą ;-)))
Staś: digu
My: digu
Staś: egu
My: egu
Staś (lekko zdziwiony): aaagiiii
My: aagiii
Staś: eeegu
My: eeeegu
Staś: egliii
My: egliii
..... etc.
Było widać, że Staś skapował, że powtarzamy z nim i to go zachęciło do kolejnych wypowiedzi ;-o,
Tak więc pierwszą rozmowę z synem mamy za sobą ;-)))
wtorek, 23 października 2007
Nowości ;-)))
Od kilku tygodni Staś trzyma się różnych przedmiotów oraz rodziców i podnosi się na kolanka. Ale to mu przestało wystarczać i z kolan wstaje na nogi ;-)) I idzie mu coraz lepiej, bo np. chwyta się blatu stołu i hop - stoi. Co widać na poniższej fotce ;-))
Absolutnie nie przejmuje się tym, że jak straci równowagę (co się zdarza) to może upadając uderzyć się w podłogę lub inną przeszkodę... A najbardziej lubi klęknąć sobie przy sofie i wgryźć się w poduszkę... ;-))
To tyle na razie z nowości ;-))
poniedziałek, 22 października 2007
21 października 2007
Choć Staś jeszcze nie pojmuje dlaczego rodzice wczoraj wieczorem tak radośnie świętowali wynik wyborów, to mam szczerą nadzieję, że nowa władza przez najbliższe lata stworzy solidne podwaliny dla dobrej przyszłości dzieci...
A przynajmniej - zniknie krótkotrwała ale intensywna "kampania" podejrzliwości i ciemnogrodu.
Słowa działaczy PIS mowią same za siebie: "Młodzi głosowali... Jesteśmy pogrzebani..."
Brawo, brawo dla frekwencji!
Oby żyło sie lepiej...
A przynajmniej - zniknie krótkotrwała ale intensywna "kampania" podejrzliwości i ciemnogrodu.
Słowa działaczy PIS mowią same za siebie: "Młodzi głosowali... Jesteśmy pogrzebani..."
Brawo, brawo dla frekwencji!
Oby żyło sie lepiej...
czwartek, 18 października 2007
Sam!!!
Uwaga - historyczna wiadomość!
Od kilku dni Staś wieczorem zasypia SAM!
A skąd ten cały raban?
W zasadzie od urodzenia Staś śpi na brzuszku, a nie zasypia sam tylko po położeniu do łóżeczka jest klepany po pupie albo masowany po pleckach. Często to zasypianie było w towarzystwie protestu i marudzenia.
Ale niedawno zmieniliśmy wieczorne zwyczaje i teraz po kąpieli i zabawie jest kaszka jedzona łyżeczką (sterowaną przez mamę ;-), następnie mycie ząbków i do łóżeczka. A tutaj: nie ma protestu a wręcz radość, buzi na dobranoc, włączenie kołysanki "Laleczka" i mama wychodzi...
A za 10-15 minut - tas słodko śpi na boczko-brzuszku ;-)))
Jesteśmy bardzo dumni z naszego Kudłatka ;-)) Oczywiście również świadomi tego, że to może być tylko połowiczny sukces bo za dni tygodni, miesięcy parę Stasiowi odwidzi się samodzielne zasypianie. Ale co tam - ważne jest, że już do tego dorósł ;-)))
Od kilku dni Staś wieczorem zasypia SAM!
A skąd ten cały raban?
W zasadzie od urodzenia Staś śpi na brzuszku, a nie zasypia sam tylko po położeniu do łóżeczka jest klepany po pupie albo masowany po pleckach. Często to zasypianie było w towarzystwie protestu i marudzenia.
Ale niedawno zmieniliśmy wieczorne zwyczaje i teraz po kąpieli i zabawie jest kaszka jedzona łyżeczką (sterowaną przez mamę ;-), następnie mycie ząbków i do łóżeczka. A tutaj: nie ma protestu a wręcz radość, buzi na dobranoc, włączenie kołysanki "Laleczka" i mama wychodzi...
A za 10-15 minut - tas słodko śpi na boczko-brzuszku ;-)))
Jesteśmy bardzo dumni z naszego Kudłatka ;-)) Oczywiście również świadomi tego, że to może być tylko połowiczny sukces bo za dni tygodni, miesięcy parę Stasiowi odwidzi się samodzielne zasypianie. Ale co tam - ważne jest, że już do tego dorósł ;-)))
wtorek, 16 października 2007
Towarzystwo
Staś jest bardzo towarzyskim dzieckiem. Lubi i dorosłych i dzieci, ale właśnie swoich rowieśników traktuje z wielką serdecznością i empatią. Empatią ogromną - jak tylko usłyszy dziecko, które płacze lub wydaje dźwięki podobne do płaczu-krzyku, sam robi podkówkę i w płacz...
Ale gdy nie słyszy płaczu to strasznie cieszy się na widok innych dzieci. Dzisiaj na fitnessie jak zwykle ostatnio pozostawil swoją mamę i wyruszył (wyraczkował) w kierunku pani instruktorki... I do końca zajęć towarzyszył jej, krążąc wokół niej albo wspinając się na nią..hm... Już mu tata pozazdrościł tej znajomości z panią.. No po prostu synek wdał się w tatę, ot co.
Ale drugim obiektem Stasia zainteresowań był kolega leżący przy swojej ćwiczącej mamie, znany nam tez już wcześniej z zajęć na basenie. Gdy już znużył się zabawą z instruktorką, wyruszył w jego kierunku i w ramach powitania, z rozpędu włożył koledze palce do oka ;) Kolega na szczęście znał się na żartach i nie było skandalu ;-))
Ale gdy nie słyszy płaczu to strasznie cieszy się na widok innych dzieci. Dzisiaj na fitnessie jak zwykle ostatnio pozostawil swoją mamę i wyruszył (wyraczkował) w kierunku pani instruktorki... I do końca zajęć towarzyszył jej, krążąc wokół niej albo wspinając się na nią..hm... Już mu tata pozazdrościł tej znajomości z panią.. No po prostu synek wdał się w tatę, ot co.
Ale drugim obiektem Stasia zainteresowań był kolega leżący przy swojej ćwiczącej mamie, znany nam tez już wcześniej z zajęć na basenie. Gdy już znużył się zabawą z instruktorką, wyruszył w jego kierunku i w ramach powitania, z rozpędu włożył koledze palce do oka ;) Kolega na szczęście znał się na żartach i nie było skandalu ;-))
sobota, 6 października 2007
Ośmiomiesięczniak
Dzisiaj Stasiowi stuknęło 8 miesięcy... A ja jak dziś pamiętam ten dzień 6 lutego...a raczej noc... 5 lutego przyjęli mnie do szpitala bo minął termin porodu. I parę godzin spędziłam na sali oddziału patologii ciąży z kilkoma miłymi dziewczynami, które zmieniały się co chwila, bo zaczynały rodzić i przychodziły następne...Aż przyszedł czas na mnie. Po kilku ktg, które wykazały niezłe skurcze (a ja myślałam, że to ruchy Stasia ;)), po koniecznych ablucjach typu lewatywa itp. zabrano mnie na blok przedporodowy. Przyszedł Tomek i tak sobie siedzieliśmy w małej salce. Miałam cały czas ktg i nawadnianie dożylne. I tak sobie rozmawialiśmy, starając się nie zwracać uwagi na dobiegające nas odgłosy porodów naturalnych z sąsiednich sal... Brrr... Po jakimś czasie do naszej małej salki dokoptowano nam kolejną kandydatkę do porodu, która miała czekać na skurcze, bo wody już odeszły.
No i nadszedł nasz czas - przyszła pani anestezjolog - złoty człowiek - przedstawiła się, zaproponowała formę znieczulenia. I po północy przyszła po mnie położna i poczłapałam z cewnikiem na salę operacyjną, uprzednio dając całusa mężowi ;-)
Na sali operacyjnej dostałam znieczulenie i urodził się Staś. Lekarze śmiali się, bo zanim wyciągnęli go to już coś tam gadał jeszcze w brzuchu ;-)) Pokazali mi go na sekundkę i zabrali do kącika noworodka na różne czynności pielęgnacyjno-badawcze. I tam Stasiowi towarzyszył tata. I to tata pierwszy dostał Stasia na ręce, juz ubranego i zawiniętego w rożek. Tata wspomina, że jak go położył na kolanach to Staś badawczo patrzył się i kręcił główką. Aż nasza położna był zdziwiona tym, że Staś - jak to zwykle noworodki czynią - nie śpi!
Taki ciekawski i zafascynowany światem pozostaje do dzisiaj ;-))
No i nadszedł nasz czas - przyszła pani anestezjolog - złoty człowiek - przedstawiła się, zaproponowała formę znieczulenia. I po północy przyszła po mnie położna i poczłapałam z cewnikiem na salę operacyjną, uprzednio dając całusa mężowi ;-)
Na sali operacyjnej dostałam znieczulenie i urodził się Staś. Lekarze śmiali się, bo zanim wyciągnęli go to już coś tam gadał jeszcze w brzuchu ;-)) Pokazali mi go na sekundkę i zabrali do kącika noworodka na różne czynności pielęgnacyjno-badawcze. I tam Stasiowi towarzyszył tata. I to tata pierwszy dostał Stasia na ręce, juz ubranego i zawiniętego w rożek. Tata wspomina, że jak go położył na kolanach to Staś badawczo patrzył się i kręcił główką. Aż nasza położna był zdziwiona tym, że Staś - jak to zwykle noworodki czynią - nie śpi!
Taki ciekawski i zafascynowany światem pozostaje do dzisiaj ;-))
poniedziałek, 1 października 2007
Weekendowo
Ostatni weekend był bardzo rozrywkowy. W sobotę odwiedziliśmy kolegę Stasia, który wraz z rodzicami opuszcza ojczyznę na kilka lat, by dorastać w skośnookim świecie. Obaj jeszcze nie za bardzo czują więzi przyjaźni, więc nie było łez rozstania. Zobaczymy co będzie po ich powrocie ;-)
A w niedzielę wybraliśmy się ze znajomymi na firmową imprezę taty - piknik na polu golfowym. Wielki, bogaty świat ;-)) Staś miał w nosie czy bogaty czy nie, najbardziej podobało mu się eksplorowanie trawnika na polu golfowym. Położony na kocyku, szybko go opuścił, by wyrywać trawę, przyglądać się liściom - był tym zachwycony! Ciocie i wujkowie są nieustannie ubawieni Stasiem, chwaląc go jakim jest grzecznym dzieckiem. On się odwdzięcza rozsyłając im swoje czarodziejskie uśmiechy i prezentując swoje pierwsze uzębienie.
Korzystają z okazji, Staś posiedział sobie z mamą za kierownicą różnych modeli volvo (oczywiście podczas postoju) i chyba bardzo mu się to podobało. Najbardziej był zadowolony, gdy siedzieliśmy w cabrio ;-) na pikniku pięknie zjadł marchewkę z jabłkiem, kilka razy się zdrzemnął a całość zakończył kupa w stylu "ubrudzę wszystko co się da".
Ale na tym nie koniec wrażeń weekendowych! czekały nas jeszcze kolejne zajęcia na basenie. Tam Staś jak zwykle posłusznie uczestniczył we wszystkich ćwiczeniach. Ale zauważyliśmy, że Staś wykonując ćwiczenia jest tak zafascynowany tym co się dzieje, gdzie on jest, że nie przykłada wagi do skuteczności ćwiczeń. I tak, jeśli pani instruktorka oczekuje, by dzieci spróbowały same machać nóżkami, to Staś owszem, macha z pomocą taty. Ale bardziej go zajmuje kwestia skąd tu tyle wody, albo co te dzieci robią, albo oblizywanie gumowej zabawki ;-))) Ewidentnie rośnie nam naukowiec ;-)
A dzisiaj urodziny Babci Grażyny - sto lat!
A w niedzielę wybraliśmy się ze znajomymi na firmową imprezę taty - piknik na polu golfowym. Wielki, bogaty świat ;-)) Staś miał w nosie czy bogaty czy nie, najbardziej podobało mu się eksplorowanie trawnika na polu golfowym. Położony na kocyku, szybko go opuścił, by wyrywać trawę, przyglądać się liściom - był tym zachwycony! Ciocie i wujkowie są nieustannie ubawieni Stasiem, chwaląc go jakim jest grzecznym dzieckiem. On się odwdzięcza rozsyłając im swoje czarodziejskie uśmiechy i prezentując swoje pierwsze uzębienie.
Korzystają z okazji, Staś posiedział sobie z mamą za kierownicą różnych modeli volvo (oczywiście podczas postoju) i chyba bardzo mu się to podobało. Najbardziej był zadowolony, gdy siedzieliśmy w cabrio ;-) na pikniku pięknie zjadł marchewkę z jabłkiem, kilka razy się zdrzemnął a całość zakończył kupa w stylu "ubrudzę wszystko co się da".
Ale na tym nie koniec wrażeń weekendowych! czekały nas jeszcze kolejne zajęcia na basenie. Tam Staś jak zwykle posłusznie uczestniczył we wszystkich ćwiczeniach. Ale zauważyliśmy, że Staś wykonując ćwiczenia jest tak zafascynowany tym co się dzieje, gdzie on jest, że nie przykłada wagi do skuteczności ćwiczeń. I tak, jeśli pani instruktorka oczekuje, by dzieci spróbowały same machać nóżkami, to Staś owszem, macha z pomocą taty. Ale bardziej go zajmuje kwestia skąd tu tyle wody, albo co te dzieci robią, albo oblizywanie gumowej zabawki ;-))) Ewidentnie rośnie nam naukowiec ;-)
A dzisiaj urodziny Babci Grażyny - sto lat!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
