niedziela, 2 grudnia 2007

Zaległe sprawy...

Długa przerwa w blogowaniu nagromadziła wiele zaległości, które muszę nadrobić ;))
Listopad obfitował w wiele ciekawych wydarzeń, które pokrótce opiszę.
Miesiąc zaczął się pechowo chorobami moimi i Tomka. Braliśmy antybiotyk i mieliśmy nadzieję, że Stasia to ominie. Początkowo udało się - wyleczyliśmy się, a Staś "nietknięty" ;))
W weekend niepodległości odwiedziła nas ciocia Jadzia (matka chrzestna Tomka). Była to jej pierwsza wizyta u nas w ogóle. Te niecałe dwa wspólne dni spędziliśmy na spacerze po starym mieście, Krakowskim Przedmieściu, zajrzeliśmy na Pl. Piłsudskiego, gdzie trwały przygotowania do uroczystości katyńskich... Spacer był długi, ale pogoda sprzyjała - zimno, ale słonecznie. Po spacerze pojechaliśmy do sklepu, gdzie wybraliśmy dla Stasia zabawki - prezenty od cioci! I po długich poszukiwaniach wśród miliona zabawek, wybraliśmy magiczne drzewko na kulki i zestaw telefoniczny: stacjonarny i komórka ;)) Staś w domu był oczarowany zabawkami, bawił się nimi do wieczora. Ciocia też była nimi zafascynowana ;))
Niestety, kilka dni później Staś dostał kataru i kaszlu, dr stwierdził początek zapalenia oskrzeli i nie obyło się bez antybiotyku. Staś bardzo męczył się w nocy przez katar, budził i nie mógł swobodnie oddychać... Różne zabiegi jakie czyniliśmy oraz lekarstwa przynosiły stopniową poprawę ;)) A pewnej listopadowej soboty odwiedziła nas długo oczekiwana babcia Grażyna! Była bardzo zaskoczona Stasiem - tym jak urósł, jak się zmienił i ile nowych umiejętności nabył. Poprzednie nasze spotkanie było w sierpniu więc sporo czasu upłynęło... A opis wizyty babci zasługuje na osobny post ;))

Brak komentarzy: