wtorek, 28 kwietnia 2009

Wyjazd do Kraśnika


W czasie wakacji mogliśmy też nareszcie skorzystać z zaproszenia do Kraśnika. Po przyjeździe spędziliśmy chwile na pogaduchach z Anią i Tomkiem a potem pyszny obiadek w Pawłowym zajeździe. Dziczyzna - palce lizać! Najedzeni pojechaliśmy do Ireny (tak, to nazwa miejscowości), gdzie Pawły pokazali nam swoje zachwycające ranczo. Byliśmy oczarowani miejscem i sposobem zagospodarowania. Tam zrobiliśmy ognisko, a dołączył do nas m.in. najbardziej blokerski ksiądz jakiego znam ;)) Kiełbaski, żarty, rozmowy i lokalne piwko...znad morza ;)) A po powrocie do domu, panowie kontynuowali imprezę rozpijając Tomkową cytrynówkę ;) Nawet Paweł, który już spał w aucie obudził się i dołączył do nas. Na koniec panowie popalili cygar i impreza się zakończyła a my pojechaliśmy na odpoczynek. Rano, Tomek obudził się w kiepskiej formie (mieszkanka wybuchowa zadziałała), śniadanko i zachęcani przez Gospodarzy uzyskaliśmy zgodę Dziadków na pozostanie na jeszcze jeden dzień. A dzięki temu udało nam się zwiedzić podziemia Sandomierza, zjeść tosty w Małej Cafe, uczestniczyć w przymiarce sukni ślubnej Ani, pogadać z dziewczynami wracając do Kraśnika;), usłyszeć od pana w CB Radio podryw;), zjeść pyyyszną zupę warzywną Ani, poszaleć na quadach, no i poczuć klimat i zjeść ziemniaka w cegielni! Oj działo się... A rankiem, po śniadaniu grzecznie wyruszyliśmy do domu... Wyjazd był fantastyczny. A przed nami rafting w tym samym towarzystwie ;))

piątek, 24 kwietnia 2009

Wiosenne spotkania IPLOwiczek i ich rodzin


Od Wielkanocy do majówki mieliśmy wakacje. Spędzone bardzo aktywnie, wiele spotkań, dużo wrażeń... Główną bazą była działka dziadka Janka. Tam spotkaliśmy się z dawno niewidzianymi znajomymi z czasów licealnych i ich dziećmi. Najpierw impreza na działce - gorąco, dzieci szybko się rozebrały i biegały na golasa. Milenka, Max i Staś - szalały na zjeżdżalni, w baseniku, na rowerku, w wózku drabiniastym... A rodzice piknikowali ;) Później rewizyta w Woszczycach - schemat podobny, choć wieczorową porą więc już bez negliżu. W dodatku impreza miała zakończyć się wieczorem i wszyscy mieliśmy się rozjechać do domów. Jak zrobiło się chłodniej, przeszliśmy do domu gospodarzy. Tam panowie poszli grać w lotki do garażu a mamuśki z dziećmi gadały na pięterku. Staś zrobił kupę, więc umyliśmy pupę a on ani myśli wychodzić z wanny, bo chce się kapać. I taki oczarowany mówi do mnie "Mama, jaka czysta wanna!" ;) Dziękuję Ci synu... No i wpakował się do wanny za ogromna aprobatą cioci Justyny. max widząc co się dzieje - podążył za Stasiem. Na co ciocia Justyna powiedziała "To gdzie będziecie jechać na noc, jak dzieci już wykapane". I poszła obwieścić to chłopakom na dół. Ci z początku oponowali, potem złorzeczyli, że mogłyśmy wcześniej się zdecydować bo oni siedzą tyle godzin o suchym pysku ;))) I zaczęli nadrabiać ;)) Jak dzieci posnęły, my też zeszłyśmy do garażu, doszła babcia Usia, muzyczka z auta i impreza się rozkręciła. Aż ok. 1 obudziła się Milenka i Max i zakończyliśmy boje, idąc grzecznie spać ;)))

czwartek, 23 kwietnia 2009

Eskapada do Wrocławia


W trakcie wakacji mieliśmy tez okazję do wycieczek tylko we dwoje, dzięki Dziadkom, którzy zostawali ze Stasiem na Śląsku.
Pierwszy wyjazd był do Wrocławia - do Pauli. Po przyjeździe Paula akurat wróciła z pracy (jest "naczelnym koniuszym" ;)), wykąpała się (co było wskazane ze względu na piękny zapach koński) i ruszyliśmy na miasto. Tam zaczęliśmy od kawiarni, potem pyyyszne sałatki i winko w barze na starówce, spacer po starówce, seans w kinie Warszawa (!) z okazji Festiwalu Kina Niezależnego, któremu poświęcę kilka słów z osobna. Potem przebieranko w domu i wyjście na miasto z młodzieżą ;) Pojechaliśmy do klubu Włodkowica 21, gdzie spotkaliśmy się z Olgą i Pawłami - znajomi Pauli ze studiów. Pogaduchy i kilka Paulanerków poszło ;) Potem oczywiście kebab na mieście, podejście do klubu z tańcami, nieudane jednak. Zniesmaczeni stwierdziliśmy, że to nie dla nas i ruszyliśmy do domu. Następnego dnia niestety Paula znów w pracy, a my we dwoje na starówce. Był plan by zostać do wieczora, ale w wyniku różnych splotów okoliczności, wyjechaliśmy ok. 13. Wielkie dzięki Paula za gościnę i atrakcje! Wrócimy jeszcze!

niedziela, 12 kwietnia 2009

Święta Wielkanocne

Święta spędziliśmy u Babci Grażyny. Była też Ciocia Paula i Dziadek Janusz. Podczas śniadania wielkanocnego towarzyszyła nam sąsiadka Babci, pisarka, pani Maria. Zajączek przyniósł Stasiowi słodkie prezenty, których szukał w różnych zakamarkach. A oprócz tego aparat foto, mega klocki, mebelki.
Poszliśmy na długi wiosenny spacer, Staś oczywiście dzielnie cały czas szedł na nóżkach. Byliśmy na rozlewiskach, pojechaliśmy do koników polskich, do zajazdu, w którym Staś widział kozę, oglądał roślinki, bawił się w piaskownicy i zjeżdżalni. W poniedziałek wielkanocny pojechaliśmy na obiad do Dworu Dobarz a tam oglądał rybki w małym stawie i szalał ;)
Niestety, nagły i uporczywy kaszel zmusił nas do powrotu do domu o dzień wcześniej, ale jeszcze wrócimy Babciu!