
Od Wielkanocy do majówki mieliśmy wakacje. Spędzone bardzo aktywnie, wiele spotkań, dużo wrażeń... Główną bazą była działka dziadka Janka. Tam spotkaliśmy się z dawno niewidzianymi znajomymi z czasów licealnych i ich dziećmi. Najpierw impreza na działce - gorąco, dzieci szybko się rozebrały i biegały na golasa. Milenka, Max i Staś - szalały na zjeżdżalni, w baseniku, na rowerku, w wózku drabiniastym... A rodzice piknikowali ;) Później rewizyta w Woszczycach - schemat podobny, choć wieczorową porą więc już bez negliżu. W dodatku impreza miała zakończyć się wieczorem i wszyscy mieliśmy się rozjechać do domów. Jak zrobiło się chłodniej, przeszliśmy do domu gospodarzy. Tam panowie poszli grać w lotki do garażu a mamuśki z dziećmi gadały na pięterku. Staś zrobił kupę, więc umyliśmy pupę a on ani myśli wychodzić z wanny, bo chce się kapać. I taki oczarowany mówi do mnie "Mama, jaka czysta wanna!" ;) Dziękuję Ci synu... No i wpakował się do wanny za ogromna aprobatą cioci Justyny. max widząc co się dzieje - podążył za Stasiem. Na co ciocia Justyna powiedziała "To gdzie będziecie jechać na noc, jak dzieci już wykapane". I poszła obwieścić to chłopakom na dół. Ci z początku oponowali, potem złorzeczyli, że mogłyśmy wcześniej się zdecydować bo oni siedzą tyle godzin o suchym pysku ;))) I zaczęli nadrabiać ;)) Jak dzieci posnęły, my też zeszłyśmy do garażu, doszła babcia Usia, muzyczka z auta i impreza się rozkręciła. Aż ok. 1 obudziła się Milenka i Max i zakończyliśmy boje, idąc grzecznie spać ;)))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz