Staś - chcąc-nie chcąc - uczestniczy w zajęciach fitness dla mam z dziećmi, ponieważ dla mamy jest to oprócz spacerów jedyna forma ruchu i próby zrzucenia nadkilogramów. Ale Staś nie zraził się tym przymusowym uczestnictwem i znalazł sobie własne formy spędzenia czasu w fitness klubie. Na sali jest kilka mam z dziećmi, które leżą na kocyku (dzieci, a nie mamy) oraz pani instruktorka.
Najpierw jest rozgrzewka, którą Staś obserwuje siedząc w foteliku. A następnie są ćwiczonka z dziećmi na rękach - ćwiczonka z 9kg obciążeniem... Kiedy już z mam leje się pot (..krew i łzy ;-) to odkładamy dzieci i ćwiczymy różne mięśnie. I to jest czas, gdy dzieci baraszkują na kocykach. Oj i to jest czas Stasia ;-)). On z początku zainteresowany zabawkami przyniesionymi przezornie przez mamę z domu, po chwili wyrusza tylko w sobie znanym kierunku. I niezrażony tym, że wykracza poza granice koca - czołga się z prędkością Pędziwiatra. I tak ostatnio dojrzał, że inna mama postawiła obok swojego kocyka na podłodze butelkę z herbatką. Staś wrzucił piąty bieg i już butelka jest jego! za chwilę dojrzał grzechotkę innego dziecka - i już ją wkłada do buzi. I tak w kółko - a mama ma oczy dookoła głowy podczas ćwiczeń i co chwilę je przerywa, by sprowadzić syna na własny kocyk... I w ten sposób nie tylko dzięki ćwiczeniom, ale i gonitwie za Stasiem chudnie w oczach ;-)))
czwartek, 20 września 2007
wtorek, 18 września 2007
Szczotka, pasta....
Wczoraj zakupiłam Stasiowi pierwszą szczoteczkę i pastę do zębów! I przy kąpieli nastąpiło pierwsze mycie ząbków z użyciem szczoteczki i pasty ;-)) Szczoteczka to szumna nazwa silikonowej nakładki na palec, z małą silikonową szczecinką z jednej strony. Ale Staś miał radochę - podobało mu się, gdy masowałam jego 2 ząbki, pastę oczywiście połknął a potem usiłował ugryźć mój palec w nakładce...
A wszystko to na razie nie ma wielkiego znaczenia pielęgnacyjnego, ale służy wyrobieniu nawyku mycia zębów - coby Staś nabrał przekonania, że mycie zębów wieczorem i rano jest oczywiste... No zobaczymy czy nauka nie pójdzie w las...
A wszystko to na razie nie ma wielkiego znaczenia pielęgnacyjnego, ale służy wyrobieniu nawyku mycia zębów - coby Staś nabrał przekonania, że mycie zębów wieczorem i rano jest oczywiste... No zobaczymy czy nauka nie pójdzie w las...
czwartek, 13 września 2007
Plusk, plusk...
Wczoraj odbyły sie pierwsze zajęcia kursu dla niemowląt na nowym lokalnym basenie Muszelka. Wsród uczestników zajęć znalazł się... Staś Opach! Wiekowo był gdzieś pośrodku grupy, ponieważ były dzieci mniejsze, ale też takie siedzące czy stawiające pierwsze kroki.
Zajęcia rozpoczęły się od włożenia pielucho-majteczek do pływania (wyglądają uroczo) i spaceru po basenie dla oswojenia się z nim. Staś nie bał się, ale był bardzo uważny i zachowawczy - poważny, rozglądał się, trzymał blisko taty... A potem - na komendę pani instruktorki - do wody! I Staś z tatą i pozostałymi uczestnikami wkroczyli do wody. Natomiast drugie połówki rodziców - mamusie i tatusiowie (w zależności od tego kto był w wodzie) krążyli dookoła basenu z kamerami, aparatami albo po prostu przejęci obserwowali co ich pociechy wyprawiają w wodzie ;-)) Ja oczywiście należałam do tej grupy właśnie ;-))
Wracając do Stasia w wodzie - tu nastąpiło wielkie zdziwienie wyrażone badawczym przyglądaniem się tafli wody z bliska. I powolutku - z każdym kolejnym zadawanym ćwiczeniem - coraz większa radość z pluskania się w wielkiej niecce wody ;-)) Jak na razie ćwiczenia wykonywane na pleckach nie przypadły mu do gustu - nie protestował, ale był trochę spięty. Za to wszelkie podskoki, polewanie się wodą ze słoników-podlewaczek, łapanie zabawek, zanurzanie głowy taty pod wodą, pływanie na brzuszku, wynurzenia i zanurzenia - super zabawa! A najfajniejsze było to co sam odkrył - uderzanie rączkami w taflę wody - czyli pospolite pryskanie wodą - był zachwycony! No a na koniec było wspólne kółeczko uczestników dużych i małych i gremialny okrzyk (na razie w wykonaniu rodziców ;-) - dowidzenia! I zbieranie zabawek pływających po wodzie i dostarczenie ich do miski. No i wyjście do szatni. Tu był mało przyjemny moment, którego np. mama nie znosi - zimnoooo... Ale Staś opatulony ręcznikami robił dobra minę do złej gry - z drżącą dolną szczęką poddał się zabiegom w szatni.
Jeszcze w drodze powrotnej padł jak mucha, a w domu, przebrany w piżamkę, słodko zasnął...
A ja tam byłam, wszystko widziałam i zachowałam na fotkach ;-))
Następne zajęcia - za tydzień.
Dla zainteresowanych szczegółami kursu: www.akademiaruchu.eu
Zajęcia rozpoczęły się od włożenia pielucho-majteczek do pływania (wyglądają uroczo) i spaceru po basenie dla oswojenia się z nim. Staś nie bał się, ale był bardzo uważny i zachowawczy - poważny, rozglądał się, trzymał blisko taty... A potem - na komendę pani instruktorki - do wody! I Staś z tatą i pozostałymi uczestnikami wkroczyli do wody. Natomiast drugie połówki rodziców - mamusie i tatusiowie (w zależności od tego kto był w wodzie) krążyli dookoła basenu z kamerami, aparatami albo po prostu przejęci obserwowali co ich pociechy wyprawiają w wodzie ;-)) Ja oczywiście należałam do tej grupy właśnie ;-))
Wracając do Stasia w wodzie - tu nastąpiło wielkie zdziwienie wyrażone badawczym przyglądaniem się tafli wody z bliska. I powolutku - z każdym kolejnym zadawanym ćwiczeniem - coraz większa radość z pluskania się w wielkiej niecce wody ;-)) Jak na razie ćwiczenia wykonywane na pleckach nie przypadły mu do gustu - nie protestował, ale był trochę spięty. Za to wszelkie podskoki, polewanie się wodą ze słoników-podlewaczek, łapanie zabawek, zanurzanie głowy taty pod wodą, pływanie na brzuszku, wynurzenia i zanurzenia - super zabawa! A najfajniejsze było to co sam odkrył - uderzanie rączkami w taflę wody - czyli pospolite pryskanie wodą - był zachwycony! No a na koniec było wspólne kółeczko uczestników dużych i małych i gremialny okrzyk (na razie w wykonaniu rodziców ;-) - dowidzenia! I zbieranie zabawek pływających po wodzie i dostarczenie ich do miski. No i wyjście do szatni. Tu był mało przyjemny moment, którego np. mama nie znosi - zimnoooo... Ale Staś opatulony ręcznikami robił dobra minę do złej gry - z drżącą dolną szczęką poddał się zabiegom w szatni.
Jeszcze w drodze powrotnej padł jak mucha, a w domu, przebrany w piżamkę, słodko zasnął...
A ja tam byłam, wszystko widziałam i zachowałam na fotkach ;-))
Następne zajęcia - za tydzień.
Dla zainteresowanych szczegółami kursu: www.akademiaruchu.eu
poniedziałek, 10 września 2007
7-miesięczny bilans
Tak, Staś skończył już 7 miesięcy... Akurat zbiegło sie to z wizytą u lekarza, więc mamy świeże dane ;):
- waga - 8,5 kg
- wzrost ;) - ok. 70 cm
- zęby - widoczne 2 na dole, na górze wg doktora też wychodzą
- ruchliwość - turlanie, pełzanie, raczkowanie, opieranie się o poduszki, podciąganie do siadania
- jedzenie - wszystko co dostanie, aczkolwiek grudki nadal "gryzą" w dziąsła ;)
- humor - rewelacyjny
- zasypianie - nadal z pomocą klepania, najszybciej przy piosence "Laleczka" M. Jeżowskiej
- spanie nocne - niestety godzina 4-5 to krzyk, trudny do uspokojenia. Wygląda to na jakieś lęki?
- towarzyskość - ogrooomna, szczególnie wobec innych dzieci
- spacery - nadal w gondoli, ale wystepuje czasem zniecierpliwienie. Była juz premiera spaceru w spacerówce, ale jeszcze troszkę pojeździmy gondolką.
A ogólnie rzecz biorąc - Staś jest super ;-)))
środa, 5 września 2007
Zombie!
Dzisiaj rano Staś - jak zwykle ostatnio - szalał na sofie. Dosłownie - przewala się w każdą stronę, zupełnie nie zważając na to, że sofa ma określoną powierzchnię i że często zbliża się do jej krawędzi... i jak zwykle z lubością włożył sobie mój palec do buzi, by go pogryźć bezzębnymi dziąsłami. Zaraz... bezzębnymi... a co tu takie ostre? Zajrzałam do szczęki, a tu na dole widać 2 wyrzynające się kreseczki, które są już na wierzchu, bo tną!
Tak więc - mamy 2 zęby! I to na dzień przed 7 miesięcznicą!
Wiąże sie to z niemałym "marudem" Stasia - dzisiaj usypiałam go 3 razy, na przemian płakał i śmiał się... Ech, "cypisek"...
Idziemy dzisiaj na szczepienie i przy okazji - ważenie ;-))
A w dodatku z rana dowiedzialam się, że koleżanka, która od 3 lat stara sie z mężem o dziecko - jest w ciąży!!! No dzień dobrych wiadomości! Oby zrobił się z tego tydzień, albo i miesiąc ;)
Tak więc - mamy 2 zęby! I to na dzień przed 7 miesięcznicą!
Wiąże sie to z niemałym "marudem" Stasia - dzisiaj usypiałam go 3 razy, na przemian płakał i śmiał się... Ech, "cypisek"...
Idziemy dzisiaj na szczepienie i przy okazji - ważenie ;-))
A w dodatku z rana dowiedzialam się, że koleżanka, która od 3 lat stara sie z mężem o dziecko - jest w ciąży!!! No dzień dobrych wiadomości! Oby zrobił się z tego tydzień, albo i miesiąc ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)