Staś - chcąc-nie chcąc - uczestniczy w zajęciach fitness dla mam z dziećmi, ponieważ dla mamy jest to oprócz spacerów jedyna forma ruchu i próby zrzucenia nadkilogramów. Ale Staś nie zraził się tym przymusowym uczestnictwem i znalazł sobie własne formy spędzenia czasu w fitness klubie. Na sali jest kilka mam z dziećmi, które leżą na kocyku (dzieci, a nie mamy) oraz pani instruktorka.
Najpierw jest rozgrzewka, którą Staś obserwuje siedząc w foteliku. A następnie są ćwiczonka z dziećmi na rękach - ćwiczonka z 9kg obciążeniem... Kiedy już z mam leje się pot (..krew i łzy ;-) to odkładamy dzieci i ćwiczymy różne mięśnie. I to jest czas, gdy dzieci baraszkują na kocykach. Oj i to jest czas Stasia ;-)). On z początku zainteresowany zabawkami przyniesionymi przezornie przez mamę z domu, po chwili wyrusza tylko w sobie znanym kierunku. I niezrażony tym, że wykracza poza granice koca - czołga się z prędkością Pędziwiatra. I tak ostatnio dojrzał, że inna mama postawiła obok swojego kocyka na podłodze butelkę z herbatką. Staś wrzucił piąty bieg i już butelka jest jego! za chwilę dojrzał grzechotkę innego dziecka - i już ją wkłada do buzi. I tak w kółko - a mama ma oczy dookoła głowy podczas ćwiczeń i co chwilę je przerywa, by sprowadzić syna na własny kocyk... I w ten sposób nie tylko dzięki ćwiczeniom, ale i gonitwie za Stasiem chudnie w oczach ;-)))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz