czwartek, 23 sierpnia 2007

Gimnastyka Smyka

Staś od wczoraj wyczynia takie wygibasy, że trudno nadążyć ;-)) Obraca się z brzucha na plecki, z plecków na brzuch i tak cały czas. Czyli... turla się!
A jak jest na brzuszku to wyprostowuje nogi i staje na samych palcach i tak posuwa się do przodu ;-)) Wygląda to śmiesznie. Albo leżąc na brzuszku bierze coś w jedną rączkę i podnosi do góry balansując na drugiej ręce i boku... Jak ma dobrą motywację - np. zabawka albo komputer mamy - to zasuwa swoim sposobem do przodu, by to zdobyć, choć nie jest to jeszcze prawdziwe raczkowanie ;-)
Musieliśmy obniżyć mu juzż łóżeczko, bo leżąc na brzuchu łapał obiema rączkami górnej poziomej belki! ;-o
Coraz bardziej zwinny jest nasz synuś ;-)))
A jak leży na macie, to wydaje się ona już za mała, bo co chwilę ląduje na podłodze albo na włochatym dywanie. A będąc na tym pierwszym, najbardziej lubi lizać podłogę...
ech... jeszcze tyle nowości nas czeka...

środa, 22 sierpnia 2007

Refleksje pierworódki

Staś jest naszym pierwszym dzieckiem. Będąc w ciąży przeczytałam wiele poradników, książek o ciąży i macierzyństwie, obejrzałam kilka filmów "instruktażowych", czasopism, uczestniczyłam w szkole rodzenia, itp...
A jednak żadne z powyższych źródeł nie uświadomiło mi w realnym stopniu co czeka mnie po porodzie... A myślę tu głównie o wielkiej zmianie życiowej połączonej z burzą hormonów - czytaj: babyblues, mini deprecha, dół... jak zwał, tak zwał...
Ale teraz, po pół roku, wiem, że w gruncie rzeczy nie da się nikogo na to przygotować a co więcej - nie każda kobieta to przechodzi.
A co może sie zdarzyć - oprócz radości z małej kruszynki?
- strach - objawiający się tym, że gdy tylko mąż wychodził ze szpitala to uderzałam w płacz, nie potrafiłam byc sama, panicznie bałam sie samotnej nocy i marzyłam o tym, by wyjść ze szpitala
- obawy czy sobie poradzę (ale to chyba dotyczy każdej mamy ;-)
- zmęczenie
- olbrzymia płaczliwość
- gdy mąż wrócił do pracy - panicznie bałam się być sama z dzieckiem w domu, liczyłam minuty do jego powrotu
- poczucie, że zabrano mi moje życie, że już nigdy nie będzie jak dawniej, że nie będę w stanie nic w domu zrobić, np. ugotować obiadu
- inna twarz - dziwny grymas na twarzy, którego nie dało sie zmienić...

To trwało niecały miesiąc.
A potem.... wszystko zniknęło! Pomoc męża, mamy i teściow oraz siostry oraz "wymuszona" samodzielność - poskutkowaly ;-) No i pewnie po prostu hormony sie uspokoiły. Gdy zostawałam ze Stasiem sama, zaczęłam wychodzić na spacery - powoli wszystko minęło. I po miesiącu - wszystko zniknęło i pojawiła się prawdziwa radość z macierzyństwa! Gdy poznałam się ze Stasiem, nauczyliśmy się siebie nawzajem - wszystko się unormowało! I nie mam poczucia straty, potrafię wszystko w domu zrobić, nasze życie towarzyskie tylko minimalnie uległo pewnym ograniczeniom, itp...
Piszę o tym, ponieważ kazda kobieta w ciąży musi sobie uświadomić co MOŻE ją czekać tuż po porodzie i że to minie. I powinno się o tym mowić, bo początki macierzyństwa to niekoniecznie milość od pierwszego wejrzenia, szczęście i rozanielenie... Jeśli kobiety, które to przeżyły, nie przyznają się do tego (nie wiem czemu?) to krzywdzą inne kobiety... Początek macierzyństwa to ogromne przeżycie, prawdziwa szkoła życia - jedna z najmądrzejszych i najwartościowszych dla mnie dotychczas. Ale jednocześnie - trudna...
Ale warto... ;-)

piątek, 10 sierpnia 2007

Macierzyństwo -> miękkie serce

Zanim zostałam matka zaliczałam siebie do raczej "twardych" charakterów - rzadko się wzruszałam a już łzy pojawiały się jak naprawdę coś mnie dobiło. W czasie ciąży i już po porodzie zauważyłam, że nawet bardzo dziwne informacje/sytuacje mnie rozczulają... Zarówno złe jak i dobre. Bo jak słyszę o czyjejś krzywdzie to oczy robią się mokre. Ale jak słyszę, że ktoś komuś bezinteresowanie pomógł, uratował życie, zrobił przyjemność - też mnie w gardle ściska i łza się toczy po policzku... A jestem pewna, że to zmieniło się wraz z nastaniem macierzyństwa. Magiczny jest ten stan... rozmiękcza serca, wzmaga empatię?... ;-)))

czwartek, 9 sierpnia 2007

Żarełko

Staś rozpoczyna nowy etap w jedzeniu: wczoraj dotarło do nas nowe krzesełko do karmienia!
Posadzony w nowym przybytku jakby zdziwił się - co tak wysoko (dotychczas byl sadzany tylko w leżaczku, jakieś 20cm od podłogi) a potem z ochota włożył sobie do buzi szelki ;-)
A co do samego jedzonka to jak na razie je wszystko, nawet super śmierdzące brokuły (z czego oni je robią???), ale w ilościach umiarkowanych - rzadko zje cały słoik naraz. Bardzo lubi owocki, szczególnie banany. Wczoraj dalam mu spróbować kawałeczek prawdziwego banana - był w szoku, że ma w buzi jedzenie ale w postaci jakiegś kawałka a nie papki czy płynu ;-))) Czyli jesteśmy jeszcze na początku drogi kulinarnej nauki...
Ciekawe czy na wysokościach krzesełka przyjdzie mu większy apetyt na słoiczkowe danka.
No i teraz juz będzie mógł swoim staruszkom zaglądać do talerza!

wtorek, 7 sierpnia 2007

Dziecko

Staś "mówi"coraz więcej ;-) Jego mowa polega na tym, że chcąc nas chyba nasladować otwiera usta i robi "rybkę" a po chwili zaczyna wymawiac sylaby "bufff" "bwww" i wypuszcza przy tym bańki sliny. Jest to przekomiczne ;-) Szczególnie na gadanie zbiera mu sie podczas przewijania, kiedy leży sobie w łazience wpatrzony w lampę i tak sobie gada i gada.
Dzisiaj dałam mu po raz pierwszy do zabawy świnkę jeżdżącą na kółkach (jako, że skończył pół roku a świnka jest dla takich właśnie dzieci przeznaczona ;-). Puszczałam ją do niego a on szalał na brzuszku. Śmiał się w głos, i "delikatnie" raczkował, czyli stawał na czworaka i bujał się na raczkach i nóżkach przód-tył, przód-tył... Czyli chyba zaniedługo żegnaj spokojny dniu - witaj pilnowanie raczkującego po calym domu kurczaczka ;-)))

Leżeliśmy sobie dziś na naszym łóżku, Staś przytulał się i chciał mnie "zjeść" ;-) Przyciaga się do mojej twarzy, ma rozdziawioną buzię i usiłuje mnie polizać. Przecudne uczucie, taka namiastka przytulania - on jeszcze nie potrafi sie przytulić, ale czuję jakby właśnie to robił...
Bardzo go kocham...

poniedziałek, 6 sierpnia 2007

Półrocze!

Dzisiaj Staś kończy pół roku!!! Dzięki dzieciom wiemy jak czas szybko leci... Dokładnie pamietam dzień, w którym się urodził i wszystkie następne... I już 6 miesięcy minęło...

Bilans półroczniaka Stasia:
Waga ok. 8kg, wzrost jakieś 70 cm
coraz bujniejsze włosy ;-)
milion różnych uśmiechów
gaworzenie, przebojem jest sylaba "ba-, buff-" itp
uwielbia śpiewanie mu piosenek i wygłupy
ślini sie mocno, zębów brak
rwie się do siadania
je wszystko*

No i... wczoraj przespał całą noc od 22 do 6:40!!!! Bez przerwy na jedzonko!!! Brawo Stasiu - oby tak dalej!

I nieskromnie, ale prawdziwie przyznam, że jest ulubieńcem wszystkich cioć i wujków ;-)) I z wzajemnością ;-)))


*wszystko co dla dzieci w jego wieku ;-)

piątek, 3 sierpnia 2007

Tzw. kultura

Dzisiaj spotkałam w windzie sąsiada z ok. dwuletnimi bliźniakami. Mineli mnie bez słowa. Ale doszło do mnie co tata powiedział synom: "Nie mówimy pani 'dzień dobry' bo nie znamy pani, ani pani nie zna nas".... ;-o... tak otworzyłam usta ze zdziwienia... To teraz rozumiem dlaczego cała rzesza ludzi nie mowi dzień dobry swoim sąsiadom. I żyjemy jak obcy ludzie pod jednym dachem (no bo w bloku).. A jak tu się poznać skoro nawet słowa "dzień dobry" czy "dobrywieczór" do siebie nie mówimy? Hm... łatwiej udzielać się anonimowo na osiedlowym forum. Tam można kogoś pochwalić, ale też obrzucić błotem.. Ech, gdzie te czasy gdy znało sie prawie wszystkich sasiadów z klatki?...

wtorek, 31 lipca 2007

Noga - ręka - buzia

Dzisiaj po raz pierwszy Staś włożył sobie do buzi swoją stópkę ;-) I najwyraźniej bardzo mu się podobało to, że może possać swoje własne palce u stóp. Kilka dorosłych osob ostatnio próbowało to zrobic i ewidentnie ta umiejętność u niektórych z wiekiem zanika...



W ogóle jeśli chodzi o koordynację ruchową to Staś opanował już ścieżkę: ręka - noga ;-) Czyli jak mu sie położy zabawkę na nóżkach to podnosi nóżkę i podaje sobie ją do rączki. Gdyby dorosły człowiek uczył się w takim tempie jak niemowlak - gdzie byśmy teraz byli...?

Staś


To nasz "kurczaczek" na wyjeździe ;-)) na widok obiektywu robi takie właśnie minki. Byliśmy z wizytą u dziadków - jednych i drugich. Stas jeszcze sobie nie zdaje sprawy z tego jak bardzo jest kochany przez całą rodzinę... Ale już widze jak kilkuletni Staś biega za dziadkami po ogródku, "pomaga" im dzielnie majsterkować czy sadzic kwiatki... ;-)) Już niedługo....Posted by Picasa

środa, 21 marca 2007

Dzisiaj Staś obudził się rano, zjadł, przewinięty zasnął. Spal do 10:00, potem zjadł moje mleko, trochę się pogniótł i wtulony we mnie zasnął jak rozmawiałam z dziadkiem Jankiem przez telefon. Spał słodko do 13:00, potem znów przewijanie, mleko z piersi i z butli. Po jedzeniu poobserwowaliśmy przez okno nasze osiedle, oczyściłam mu nosek, Staś sobie ulał, popłakał i zasnął. To chyba po tym szczepieniu ma takie spanie... Ciekawe co będzie wieczorem...