środa, 22 sierpnia 2007

Refleksje pierworódki

Staś jest naszym pierwszym dzieckiem. Będąc w ciąży przeczytałam wiele poradników, książek o ciąży i macierzyństwie, obejrzałam kilka filmów "instruktażowych", czasopism, uczestniczyłam w szkole rodzenia, itp...
A jednak żadne z powyższych źródeł nie uświadomiło mi w realnym stopniu co czeka mnie po porodzie... A myślę tu głównie o wielkiej zmianie życiowej połączonej z burzą hormonów - czytaj: babyblues, mini deprecha, dół... jak zwał, tak zwał...
Ale teraz, po pół roku, wiem, że w gruncie rzeczy nie da się nikogo na to przygotować a co więcej - nie każda kobieta to przechodzi.
A co może sie zdarzyć - oprócz radości z małej kruszynki?
- strach - objawiający się tym, że gdy tylko mąż wychodził ze szpitala to uderzałam w płacz, nie potrafiłam byc sama, panicznie bałam sie samotnej nocy i marzyłam o tym, by wyjść ze szpitala
- obawy czy sobie poradzę (ale to chyba dotyczy każdej mamy ;-)
- zmęczenie
- olbrzymia płaczliwość
- gdy mąż wrócił do pracy - panicznie bałam się być sama z dzieckiem w domu, liczyłam minuty do jego powrotu
- poczucie, że zabrano mi moje życie, że już nigdy nie będzie jak dawniej, że nie będę w stanie nic w domu zrobić, np. ugotować obiadu
- inna twarz - dziwny grymas na twarzy, którego nie dało sie zmienić...

To trwało niecały miesiąc.
A potem.... wszystko zniknęło! Pomoc męża, mamy i teściow oraz siostry oraz "wymuszona" samodzielność - poskutkowaly ;-) No i pewnie po prostu hormony sie uspokoiły. Gdy zostawałam ze Stasiem sama, zaczęłam wychodzić na spacery - powoli wszystko minęło. I po miesiącu - wszystko zniknęło i pojawiła się prawdziwa radość z macierzyństwa! Gdy poznałam się ze Stasiem, nauczyliśmy się siebie nawzajem - wszystko się unormowało! I nie mam poczucia straty, potrafię wszystko w domu zrobić, nasze życie towarzyskie tylko minimalnie uległo pewnym ograniczeniom, itp...
Piszę o tym, ponieważ kazda kobieta w ciąży musi sobie uświadomić co MOŻE ją czekać tuż po porodzie i że to minie. I powinno się o tym mowić, bo początki macierzyństwa to niekoniecznie milość od pierwszego wejrzenia, szczęście i rozanielenie... Jeśli kobiety, które to przeżyły, nie przyznają się do tego (nie wiem czemu?) to krzywdzą inne kobiety... Początek macierzyństwa to ogromne przeżycie, prawdziwa szkoła życia - jedna z najmądrzejszych i najwartościowszych dla mnie dotychczas. Ale jednocześnie - trudna...
Ale warto... ;-)

Brak komentarzy: