Choć Staś jeszcze nie pojmuje dlaczego rodzice wczoraj wieczorem tak radośnie świętowali wynik wyborów, to mam szczerą nadzieję, że nowa władza przez najbliższe lata stworzy solidne podwaliny dla dobrej przyszłości dzieci...
A przynajmniej - zniknie krótkotrwała ale intensywna "kampania" podejrzliwości i ciemnogrodu.
Słowa działaczy PIS mowią same za siebie: "Młodzi głosowali... Jesteśmy pogrzebani..."
Brawo, brawo dla frekwencji!
Oby żyło sie lepiej...
poniedziałek, 22 października 2007
czwartek, 18 października 2007
Sam!!!
Uwaga - historyczna wiadomość!
Od kilku dni Staś wieczorem zasypia SAM!
A skąd ten cały raban?
W zasadzie od urodzenia Staś śpi na brzuszku, a nie zasypia sam tylko po położeniu do łóżeczka jest klepany po pupie albo masowany po pleckach. Często to zasypianie było w towarzystwie protestu i marudzenia.
Ale niedawno zmieniliśmy wieczorne zwyczaje i teraz po kąpieli i zabawie jest kaszka jedzona łyżeczką (sterowaną przez mamę ;-), następnie mycie ząbków i do łóżeczka. A tutaj: nie ma protestu a wręcz radość, buzi na dobranoc, włączenie kołysanki "Laleczka" i mama wychodzi...
A za 10-15 minut - tas słodko śpi na boczko-brzuszku ;-)))
Jesteśmy bardzo dumni z naszego Kudłatka ;-)) Oczywiście również świadomi tego, że to może być tylko połowiczny sukces bo za dni tygodni, miesięcy parę Stasiowi odwidzi się samodzielne zasypianie. Ale co tam - ważne jest, że już do tego dorósł ;-)))
Od kilku dni Staś wieczorem zasypia SAM!
A skąd ten cały raban?
W zasadzie od urodzenia Staś śpi na brzuszku, a nie zasypia sam tylko po położeniu do łóżeczka jest klepany po pupie albo masowany po pleckach. Często to zasypianie było w towarzystwie protestu i marudzenia.
Ale niedawno zmieniliśmy wieczorne zwyczaje i teraz po kąpieli i zabawie jest kaszka jedzona łyżeczką (sterowaną przez mamę ;-), następnie mycie ząbków i do łóżeczka. A tutaj: nie ma protestu a wręcz radość, buzi na dobranoc, włączenie kołysanki "Laleczka" i mama wychodzi...
A za 10-15 minut - tas słodko śpi na boczko-brzuszku ;-)))
Jesteśmy bardzo dumni z naszego Kudłatka ;-)) Oczywiście również świadomi tego, że to może być tylko połowiczny sukces bo za dni tygodni, miesięcy parę Stasiowi odwidzi się samodzielne zasypianie. Ale co tam - ważne jest, że już do tego dorósł ;-)))
wtorek, 16 października 2007
Towarzystwo
Staś jest bardzo towarzyskim dzieckiem. Lubi i dorosłych i dzieci, ale właśnie swoich rowieśników traktuje z wielką serdecznością i empatią. Empatią ogromną - jak tylko usłyszy dziecko, które płacze lub wydaje dźwięki podobne do płaczu-krzyku, sam robi podkówkę i w płacz...
Ale gdy nie słyszy płaczu to strasznie cieszy się na widok innych dzieci. Dzisiaj na fitnessie jak zwykle ostatnio pozostawil swoją mamę i wyruszył (wyraczkował) w kierunku pani instruktorki... I do końca zajęć towarzyszył jej, krążąc wokół niej albo wspinając się na nią..hm... Już mu tata pozazdrościł tej znajomości z panią.. No po prostu synek wdał się w tatę, ot co.
Ale drugim obiektem Stasia zainteresowań był kolega leżący przy swojej ćwiczącej mamie, znany nam tez już wcześniej z zajęć na basenie. Gdy już znużył się zabawą z instruktorką, wyruszył w jego kierunku i w ramach powitania, z rozpędu włożył koledze palce do oka ;) Kolega na szczęście znał się na żartach i nie było skandalu ;-))
Ale gdy nie słyszy płaczu to strasznie cieszy się na widok innych dzieci. Dzisiaj na fitnessie jak zwykle ostatnio pozostawil swoją mamę i wyruszył (wyraczkował) w kierunku pani instruktorki... I do końca zajęć towarzyszył jej, krążąc wokół niej albo wspinając się na nią..hm... Już mu tata pozazdrościł tej znajomości z panią.. No po prostu synek wdał się w tatę, ot co.
Ale drugim obiektem Stasia zainteresowań był kolega leżący przy swojej ćwiczącej mamie, znany nam tez już wcześniej z zajęć na basenie. Gdy już znużył się zabawą z instruktorką, wyruszył w jego kierunku i w ramach powitania, z rozpędu włożył koledze palce do oka ;) Kolega na szczęście znał się na żartach i nie było skandalu ;-))
sobota, 6 października 2007
Ośmiomiesięczniak
Dzisiaj Stasiowi stuknęło 8 miesięcy... A ja jak dziś pamiętam ten dzień 6 lutego...a raczej noc... 5 lutego przyjęli mnie do szpitala bo minął termin porodu. I parę godzin spędziłam na sali oddziału patologii ciąży z kilkoma miłymi dziewczynami, które zmieniały się co chwila, bo zaczynały rodzić i przychodziły następne...Aż przyszedł czas na mnie. Po kilku ktg, które wykazały niezłe skurcze (a ja myślałam, że to ruchy Stasia ;)), po koniecznych ablucjach typu lewatywa itp. zabrano mnie na blok przedporodowy. Przyszedł Tomek i tak sobie siedzieliśmy w małej salce. Miałam cały czas ktg i nawadnianie dożylne. I tak sobie rozmawialiśmy, starając się nie zwracać uwagi na dobiegające nas odgłosy porodów naturalnych z sąsiednich sal... Brrr... Po jakimś czasie do naszej małej salki dokoptowano nam kolejną kandydatkę do porodu, która miała czekać na skurcze, bo wody już odeszły.
No i nadszedł nasz czas - przyszła pani anestezjolog - złoty człowiek - przedstawiła się, zaproponowała formę znieczulenia. I po północy przyszła po mnie położna i poczłapałam z cewnikiem na salę operacyjną, uprzednio dając całusa mężowi ;-)
Na sali operacyjnej dostałam znieczulenie i urodził się Staś. Lekarze śmiali się, bo zanim wyciągnęli go to już coś tam gadał jeszcze w brzuchu ;-)) Pokazali mi go na sekundkę i zabrali do kącika noworodka na różne czynności pielęgnacyjno-badawcze. I tam Stasiowi towarzyszył tata. I to tata pierwszy dostał Stasia na ręce, juz ubranego i zawiniętego w rożek. Tata wspomina, że jak go położył na kolanach to Staś badawczo patrzył się i kręcił główką. Aż nasza położna był zdziwiona tym, że Staś - jak to zwykle noworodki czynią - nie śpi!
Taki ciekawski i zafascynowany światem pozostaje do dzisiaj ;-))
No i nadszedł nasz czas - przyszła pani anestezjolog - złoty człowiek - przedstawiła się, zaproponowała formę znieczulenia. I po północy przyszła po mnie położna i poczłapałam z cewnikiem na salę operacyjną, uprzednio dając całusa mężowi ;-)
Na sali operacyjnej dostałam znieczulenie i urodził się Staś. Lekarze śmiali się, bo zanim wyciągnęli go to już coś tam gadał jeszcze w brzuchu ;-)) Pokazali mi go na sekundkę i zabrali do kącika noworodka na różne czynności pielęgnacyjno-badawcze. I tam Stasiowi towarzyszył tata. I to tata pierwszy dostał Stasia na ręce, juz ubranego i zawiniętego w rożek. Tata wspomina, że jak go położył na kolanach to Staś badawczo patrzył się i kręcił główką. Aż nasza położna był zdziwiona tym, że Staś - jak to zwykle noworodki czynią - nie śpi!
Taki ciekawski i zafascynowany światem pozostaje do dzisiaj ;-))
poniedziałek, 1 października 2007
Weekendowo
Ostatni weekend był bardzo rozrywkowy. W sobotę odwiedziliśmy kolegę Stasia, który wraz z rodzicami opuszcza ojczyznę na kilka lat, by dorastać w skośnookim świecie. Obaj jeszcze nie za bardzo czują więzi przyjaźni, więc nie było łez rozstania. Zobaczymy co będzie po ich powrocie ;-)
A w niedzielę wybraliśmy się ze znajomymi na firmową imprezę taty - piknik na polu golfowym. Wielki, bogaty świat ;-)) Staś miał w nosie czy bogaty czy nie, najbardziej podobało mu się eksplorowanie trawnika na polu golfowym. Położony na kocyku, szybko go opuścił, by wyrywać trawę, przyglądać się liściom - był tym zachwycony! Ciocie i wujkowie są nieustannie ubawieni Stasiem, chwaląc go jakim jest grzecznym dzieckiem. On się odwdzięcza rozsyłając im swoje czarodziejskie uśmiechy i prezentując swoje pierwsze uzębienie.
Korzystają z okazji, Staś posiedział sobie z mamą za kierownicą różnych modeli volvo (oczywiście podczas postoju) i chyba bardzo mu się to podobało. Najbardziej był zadowolony, gdy siedzieliśmy w cabrio ;-) na pikniku pięknie zjadł marchewkę z jabłkiem, kilka razy się zdrzemnął a całość zakończył kupa w stylu "ubrudzę wszystko co się da".
Ale na tym nie koniec wrażeń weekendowych! czekały nas jeszcze kolejne zajęcia na basenie. Tam Staś jak zwykle posłusznie uczestniczył we wszystkich ćwiczeniach. Ale zauważyliśmy, że Staś wykonując ćwiczenia jest tak zafascynowany tym co się dzieje, gdzie on jest, że nie przykłada wagi do skuteczności ćwiczeń. I tak, jeśli pani instruktorka oczekuje, by dzieci spróbowały same machać nóżkami, to Staś owszem, macha z pomocą taty. Ale bardziej go zajmuje kwestia skąd tu tyle wody, albo co te dzieci robią, albo oblizywanie gumowej zabawki ;-))) Ewidentnie rośnie nam naukowiec ;-)
A dzisiaj urodziny Babci Grażyny - sto lat!
A w niedzielę wybraliśmy się ze znajomymi na firmową imprezę taty - piknik na polu golfowym. Wielki, bogaty świat ;-)) Staś miał w nosie czy bogaty czy nie, najbardziej podobało mu się eksplorowanie trawnika na polu golfowym. Położony na kocyku, szybko go opuścił, by wyrywać trawę, przyglądać się liściom - był tym zachwycony! Ciocie i wujkowie są nieustannie ubawieni Stasiem, chwaląc go jakim jest grzecznym dzieckiem. On się odwdzięcza rozsyłając im swoje czarodziejskie uśmiechy i prezentując swoje pierwsze uzębienie.
Korzystają z okazji, Staś posiedział sobie z mamą za kierownicą różnych modeli volvo (oczywiście podczas postoju) i chyba bardzo mu się to podobało. Najbardziej był zadowolony, gdy siedzieliśmy w cabrio ;-) na pikniku pięknie zjadł marchewkę z jabłkiem, kilka razy się zdrzemnął a całość zakończył kupa w stylu "ubrudzę wszystko co się da".
Ale na tym nie koniec wrażeń weekendowych! czekały nas jeszcze kolejne zajęcia na basenie. Tam Staś jak zwykle posłusznie uczestniczył we wszystkich ćwiczeniach. Ale zauważyliśmy, że Staś wykonując ćwiczenia jest tak zafascynowany tym co się dzieje, gdzie on jest, że nie przykłada wagi do skuteczności ćwiczeń. I tak, jeśli pani instruktorka oczekuje, by dzieci spróbowały same machać nóżkami, to Staś owszem, macha z pomocą taty. Ale bardziej go zajmuje kwestia skąd tu tyle wody, albo co te dzieci robią, albo oblizywanie gumowej zabawki ;-))) Ewidentnie rośnie nam naukowiec ;-)
A dzisiaj urodziny Babci Grażyny - sto lat!
czwartek, 20 września 2007
Fitness niemowlaków
Staś - chcąc-nie chcąc - uczestniczy w zajęciach fitness dla mam z dziećmi, ponieważ dla mamy jest to oprócz spacerów jedyna forma ruchu i próby zrzucenia nadkilogramów. Ale Staś nie zraził się tym przymusowym uczestnictwem i znalazł sobie własne formy spędzenia czasu w fitness klubie. Na sali jest kilka mam z dziećmi, które leżą na kocyku (dzieci, a nie mamy) oraz pani instruktorka.
Najpierw jest rozgrzewka, którą Staś obserwuje siedząc w foteliku. A następnie są ćwiczonka z dziećmi na rękach - ćwiczonka z 9kg obciążeniem... Kiedy już z mam leje się pot (..krew i łzy ;-) to odkładamy dzieci i ćwiczymy różne mięśnie. I to jest czas, gdy dzieci baraszkują na kocykach. Oj i to jest czas Stasia ;-)). On z początku zainteresowany zabawkami przyniesionymi przezornie przez mamę z domu, po chwili wyrusza tylko w sobie znanym kierunku. I niezrażony tym, że wykracza poza granice koca - czołga się z prędkością Pędziwiatra. I tak ostatnio dojrzał, że inna mama postawiła obok swojego kocyka na podłodze butelkę z herbatką. Staś wrzucił piąty bieg i już butelka jest jego! za chwilę dojrzał grzechotkę innego dziecka - i już ją wkłada do buzi. I tak w kółko - a mama ma oczy dookoła głowy podczas ćwiczeń i co chwilę je przerywa, by sprowadzić syna na własny kocyk... I w ten sposób nie tylko dzięki ćwiczeniom, ale i gonitwie za Stasiem chudnie w oczach ;-)))
Najpierw jest rozgrzewka, którą Staś obserwuje siedząc w foteliku. A następnie są ćwiczonka z dziećmi na rękach - ćwiczonka z 9kg obciążeniem... Kiedy już z mam leje się pot (..krew i łzy ;-) to odkładamy dzieci i ćwiczymy różne mięśnie. I to jest czas, gdy dzieci baraszkują na kocykach. Oj i to jest czas Stasia ;-)). On z początku zainteresowany zabawkami przyniesionymi przezornie przez mamę z domu, po chwili wyrusza tylko w sobie znanym kierunku. I niezrażony tym, że wykracza poza granice koca - czołga się z prędkością Pędziwiatra. I tak ostatnio dojrzał, że inna mama postawiła obok swojego kocyka na podłodze butelkę z herbatką. Staś wrzucił piąty bieg i już butelka jest jego! za chwilę dojrzał grzechotkę innego dziecka - i już ją wkłada do buzi. I tak w kółko - a mama ma oczy dookoła głowy podczas ćwiczeń i co chwilę je przerywa, by sprowadzić syna na własny kocyk... I w ten sposób nie tylko dzięki ćwiczeniom, ale i gonitwie za Stasiem chudnie w oczach ;-)))
wtorek, 18 września 2007
Szczotka, pasta....
Wczoraj zakupiłam Stasiowi pierwszą szczoteczkę i pastę do zębów! I przy kąpieli nastąpiło pierwsze mycie ząbków z użyciem szczoteczki i pasty ;-)) Szczoteczka to szumna nazwa silikonowej nakładki na palec, z małą silikonową szczecinką z jednej strony. Ale Staś miał radochę - podobało mu się, gdy masowałam jego 2 ząbki, pastę oczywiście połknął a potem usiłował ugryźć mój palec w nakładce...
A wszystko to na razie nie ma wielkiego znaczenia pielęgnacyjnego, ale służy wyrobieniu nawyku mycia zębów - coby Staś nabrał przekonania, że mycie zębów wieczorem i rano jest oczywiste... No zobaczymy czy nauka nie pójdzie w las...
A wszystko to na razie nie ma wielkiego znaczenia pielęgnacyjnego, ale służy wyrobieniu nawyku mycia zębów - coby Staś nabrał przekonania, że mycie zębów wieczorem i rano jest oczywiste... No zobaczymy czy nauka nie pójdzie w las...
czwartek, 13 września 2007
Plusk, plusk...
Wczoraj odbyły sie pierwsze zajęcia kursu dla niemowląt na nowym lokalnym basenie Muszelka. Wsród uczestników zajęć znalazł się... Staś Opach! Wiekowo był gdzieś pośrodku grupy, ponieważ były dzieci mniejsze, ale też takie siedzące czy stawiające pierwsze kroki.
Zajęcia rozpoczęły się od włożenia pielucho-majteczek do pływania (wyglądają uroczo) i spaceru po basenie dla oswojenia się z nim. Staś nie bał się, ale był bardzo uważny i zachowawczy - poważny, rozglądał się, trzymał blisko taty... A potem - na komendę pani instruktorki - do wody! I Staś z tatą i pozostałymi uczestnikami wkroczyli do wody. Natomiast drugie połówki rodziców - mamusie i tatusiowie (w zależności od tego kto był w wodzie) krążyli dookoła basenu z kamerami, aparatami albo po prostu przejęci obserwowali co ich pociechy wyprawiają w wodzie ;-)) Ja oczywiście należałam do tej grupy właśnie ;-))
Wracając do Stasia w wodzie - tu nastąpiło wielkie zdziwienie wyrażone badawczym przyglądaniem się tafli wody z bliska. I powolutku - z każdym kolejnym zadawanym ćwiczeniem - coraz większa radość z pluskania się w wielkiej niecce wody ;-)) Jak na razie ćwiczenia wykonywane na pleckach nie przypadły mu do gustu - nie protestował, ale był trochę spięty. Za to wszelkie podskoki, polewanie się wodą ze słoników-podlewaczek, łapanie zabawek, zanurzanie głowy taty pod wodą, pływanie na brzuszku, wynurzenia i zanurzenia - super zabawa! A najfajniejsze było to co sam odkrył - uderzanie rączkami w taflę wody - czyli pospolite pryskanie wodą - był zachwycony! No a na koniec było wspólne kółeczko uczestników dużych i małych i gremialny okrzyk (na razie w wykonaniu rodziców ;-) - dowidzenia! I zbieranie zabawek pływających po wodzie i dostarczenie ich do miski. No i wyjście do szatni. Tu był mało przyjemny moment, którego np. mama nie znosi - zimnoooo... Ale Staś opatulony ręcznikami robił dobra minę do złej gry - z drżącą dolną szczęką poddał się zabiegom w szatni.
Jeszcze w drodze powrotnej padł jak mucha, a w domu, przebrany w piżamkę, słodko zasnął...
A ja tam byłam, wszystko widziałam i zachowałam na fotkach ;-))
Następne zajęcia - za tydzień.
Dla zainteresowanych szczegółami kursu: www.akademiaruchu.eu
Zajęcia rozpoczęły się od włożenia pielucho-majteczek do pływania (wyglądają uroczo) i spaceru po basenie dla oswojenia się z nim. Staś nie bał się, ale był bardzo uważny i zachowawczy - poważny, rozglądał się, trzymał blisko taty... A potem - na komendę pani instruktorki - do wody! I Staś z tatą i pozostałymi uczestnikami wkroczyli do wody. Natomiast drugie połówki rodziców - mamusie i tatusiowie (w zależności od tego kto był w wodzie) krążyli dookoła basenu z kamerami, aparatami albo po prostu przejęci obserwowali co ich pociechy wyprawiają w wodzie ;-)) Ja oczywiście należałam do tej grupy właśnie ;-))
Wracając do Stasia w wodzie - tu nastąpiło wielkie zdziwienie wyrażone badawczym przyglądaniem się tafli wody z bliska. I powolutku - z każdym kolejnym zadawanym ćwiczeniem - coraz większa radość z pluskania się w wielkiej niecce wody ;-)) Jak na razie ćwiczenia wykonywane na pleckach nie przypadły mu do gustu - nie protestował, ale był trochę spięty. Za to wszelkie podskoki, polewanie się wodą ze słoników-podlewaczek, łapanie zabawek, zanurzanie głowy taty pod wodą, pływanie na brzuszku, wynurzenia i zanurzenia - super zabawa! A najfajniejsze było to co sam odkrył - uderzanie rączkami w taflę wody - czyli pospolite pryskanie wodą - był zachwycony! No a na koniec było wspólne kółeczko uczestników dużych i małych i gremialny okrzyk (na razie w wykonaniu rodziców ;-) - dowidzenia! I zbieranie zabawek pływających po wodzie i dostarczenie ich do miski. No i wyjście do szatni. Tu był mało przyjemny moment, którego np. mama nie znosi - zimnoooo... Ale Staś opatulony ręcznikami robił dobra minę do złej gry - z drżącą dolną szczęką poddał się zabiegom w szatni.
Jeszcze w drodze powrotnej padł jak mucha, a w domu, przebrany w piżamkę, słodko zasnął...
A ja tam byłam, wszystko widziałam i zachowałam na fotkach ;-))
Następne zajęcia - za tydzień.
Dla zainteresowanych szczegółami kursu: www.akademiaruchu.eu
poniedziałek, 10 września 2007
7-miesięczny bilans
Tak, Staś skończył już 7 miesięcy... Akurat zbiegło sie to z wizytą u lekarza, więc mamy świeże dane ;):
- waga - 8,5 kg
- wzrost ;) - ok. 70 cm
- zęby - widoczne 2 na dole, na górze wg doktora też wychodzą
- ruchliwość - turlanie, pełzanie, raczkowanie, opieranie się o poduszki, podciąganie do siadania
- jedzenie - wszystko co dostanie, aczkolwiek grudki nadal "gryzą" w dziąsła ;)
- humor - rewelacyjny
- zasypianie - nadal z pomocą klepania, najszybciej przy piosence "Laleczka" M. Jeżowskiej
- spanie nocne - niestety godzina 4-5 to krzyk, trudny do uspokojenia. Wygląda to na jakieś lęki?
- towarzyskość - ogrooomna, szczególnie wobec innych dzieci
- spacery - nadal w gondoli, ale wystepuje czasem zniecierpliwienie. Była juz premiera spaceru w spacerówce, ale jeszcze troszkę pojeździmy gondolką.
A ogólnie rzecz biorąc - Staś jest super ;-)))
środa, 5 września 2007
Zombie!
Dzisiaj rano Staś - jak zwykle ostatnio - szalał na sofie. Dosłownie - przewala się w każdą stronę, zupełnie nie zważając na to, że sofa ma określoną powierzchnię i że często zbliża się do jej krawędzi... i jak zwykle z lubością włożył sobie mój palec do buzi, by go pogryźć bezzębnymi dziąsłami. Zaraz... bezzębnymi... a co tu takie ostre? Zajrzałam do szczęki, a tu na dole widać 2 wyrzynające się kreseczki, które są już na wierzchu, bo tną!
Tak więc - mamy 2 zęby! I to na dzień przed 7 miesięcznicą!
Wiąże sie to z niemałym "marudem" Stasia - dzisiaj usypiałam go 3 razy, na przemian płakał i śmiał się... Ech, "cypisek"...
Idziemy dzisiaj na szczepienie i przy okazji - ważenie ;-))
A w dodatku z rana dowiedzialam się, że koleżanka, która od 3 lat stara sie z mężem o dziecko - jest w ciąży!!! No dzień dobrych wiadomości! Oby zrobił się z tego tydzień, albo i miesiąc ;)
Tak więc - mamy 2 zęby! I to na dzień przed 7 miesięcznicą!
Wiąże sie to z niemałym "marudem" Stasia - dzisiaj usypiałam go 3 razy, na przemian płakał i śmiał się... Ech, "cypisek"...
Idziemy dzisiaj na szczepienie i przy okazji - ważenie ;-))
A w dodatku z rana dowiedzialam się, że koleżanka, która od 3 lat stara sie z mężem o dziecko - jest w ciąży!!! No dzień dobrych wiadomości! Oby zrobił się z tego tydzień, albo i miesiąc ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)