poniedziałek, 11 maja 2009

Tatralandia

W niedzielę obudziliśmy się o 6, chwile pogadaliśmy z połową składu domku i znów pospaliśmy. Ok. 9, po śniadanku poszliśmy do aquaparku. Wielki kompleks basenów termalnych, kilkudziesięciu zjeżdżalni i innych atrakcji. Zajęliśmy grupowo leżaki i ruszyliśmy na zjeżdżalnie, korzystając z tego, że wczesna pora i mało ludzi. Na pierwszy ogień poszły zjeżdżalnie pod dachem, z pontonami 2osobowymi. Tornado - zjeżdżalnia połączona z ogromnym lejkiem zasysającym ponton do otworu, za każdym razem w innej pozycji. I dwie inne zjeżdżalnie pontonowe, zakręcone jak sprężyna. Chwila odpoczynku, piwko, pogaduchy i baseny termalne. Nikt nie wszedł do tego z wodą o temperaturze 38 stopni (!), poprzestaliśmy na 32st. Potem zjeżdżanie na brzuchu na materacach, wyścigi 3 osobowe ;) Tu można było się nieco poobijać, zwłaszcza przy ślizgu na wodę. Potem Adrenalina Zone - czarna rura, która z początku wszystkich przerażała a na koniec wszyscy szaleli na niej, drąc się co niemiara ku ogólnej uciesze reszty, bowiem wrzaski zjeżdżającego delikwenta słychać była i na górze i na dole ;) W konkurencji na oryginalne odgłosy wygrał Tomek - styl "porodowy" ;))
Potem zaliczyłyśmy z dziewczynami masaż gorącymi kamieniami i poszliśmy na obiad. Tuz przed knajpą padł taki grzmot, że prawie wpadłyśmy do środka. Obiad zjedliśmy więc w trakcie ogromnej burzy i ulewy. A potem po serdecznych pożegnaniach z ekipą kraśnicką wyruszyliśmy w 3 auta do domu. Podróż powrotna była o wiele bardziej świadoma, bo też i atrakcyjna trasa, przystanki co 15 min na 3 stacjach - każdy kierowca miał "swoją markę", na której tankował ;) Już na autostradzie krakowskiej jeden pojazd odpadł bo zakręcili się na objeździe i tak kluczyli, że 5 razy przekraczali bramki opłat na autostradzie ;) A my o 24, zgodnie z planami byliśmy w domu i zasnęliśmy jak dzieci...

Brak komentarzy: