Trwa tydzien adaptacyjny... Drugiego dnia Stas ponownie poszedl beze mnie na spacer, a ja w tym czasie poszlam do domu i przyszlam w poludnie go odebrac. Trzeciego dnia podobnie, w trakcie spaceru zniknelam a Stas zostal w klubiku rowniez na drzemke. Gdy po niego przyszlam, byl w trakcie zupki, ktora jadl samodzielnie (z drobna pomoca pani) ;)
A dzisiaj juz tylko zaprowadzilam go rano i po zmianie bucikow poszedl z pania za reke do sali a ja wyszlam. Oczywiscie nie moglam sie oprzec i zadzwonilam do pani po chwili z pytaniem jak sie Stas ma, pani powiedziala, ze wszystko ok i ze bawi sie ;)
A ze klubik jest w bloku obok, przed chwila zajrzalam przez okno i zobaczylam kilkoro krasnoludkow z paniami na spacerku, wsrod nich Stas ;))
Jestem bardzo z niego dumna i mam nadzieje, ze Stas bedzie sie dobrze bawil w klubiku. A ja w domu mam luz... ale jakos tak nieswojo bez mojego Kurczaczka...
2 komentarze:
no no Stasiu dzielnie poznaje uroki międzyludzkich kontaktów ;) i staje się coraz bardziej samodzielny! brawo! a przy tym jaki uroczy urwis....mmm.buzia. ciocitka Paula.
super! gratulacje dla Stasia i mamy:) zazdroszcze! wszystko dopiero przed nami:)
Prześlij komentarz