środa, 21 marca 2007

Wychodzimy!

10 lutego nareszcie wypuścili nas do domu. Hurra!!! To był bardzo szczęśliwy dzień. Siedzieliśmy w szpitalu o 1 dzień dłużej niż zazwyczaj, bo Staś za bardzo spał z wagi. I od początku za przykazaniem pani dr - Staś był dokarmiany. Piersi nie chciał ssać i było ciężko.. Zalecenie brzmiało - karmić regularnie co 3 godz - i tak też bylo - dzień czy noc - w równych odstępach Staś jadł swoją porcję ;) I na kontroli wyszło, że pięknie przybiera na wadze - kamień spadł nam z serca! Potem nadeszły kłopoty z zasypianiem. Staś od początku hołdował zasadzie - Szkoda czasu na spanie. I wbrew temu co piszą w książkach nie był dzieckiem, które tylko jadło i spało... A wieczorem spanie mu nie w głowie było... Od 19 do 24 najlepiej by czuwał - byle nie spać. Ale na to znaleźliśmy patent (podpowiedziała nam ciocia Monika) - Staś zasypiał z... suszarką do włosów (miała opcje chłodzenia). Bywało, że i my zasypialiśmy przy suszarce, bo Staś spał z nami w pokoju... Po kilku godzinach, ktoreś z nas budziło się by wyłączyć suszarę ;) Gdy Staś skończył 3 miesiące został przeprowadzony do swojego pokoju i odtąd zasypiał już bez suszarki ;)
Przez pierwsze tygodnie byli z nami dziadkowie, na zmiany. Pomagali nam, zajmowali się Stasiem, gdy ja odciągałam pokarm. A przede wszystkim - BYLI. Bo ja potrzebowałam obecności drugiej osoby dorosłej - po prostu potrzebowałam.

Brak komentarzy: