poniedziałek, 7 września 2009

Sam, sam, sam...

Staś już od wielu miesięcy wiele rzeczy chce zrobić sam, ale ostatnio się nasiliło. Do tego stopnia, że jak wytrę mu rękę po umyciu, to jest tragedia, bo on chciał sam! I nie ma tak, że zmoczę mu rękę na nowo i wytrze sobie sam, o nie. To się już nie liczy ;) Więc musimy uważać, by z rozpędu nie wyprzedzić jakiejś czynności, bo Staś to zauważy i nie daruje nam wyręczenia go. Podobnie jest przy otwieraniu/zamykaniu auta - musi własnoręcznie nacisnąć pilota, przy miksowaniu ciasta - musi włączyć/wyłączyć mikser, itd... A dzisiaj rano to już mnie zadziwił... Zazwyczaj ubiera się sam, przy mojej małej pomocy, ale przeważnie asystuję mu np. wskazując którą stroną ma włożyć spodnie, majtki czy bluzkę. A dziś przyniosłam ubrania ubrałam mu skarpetki po czym Staś mówi - idź. No to poszłam sobie, myśląc, że to jakiś poranny foch. A za parę minut on przychodzi do kuchni kompletnie ubrany i to prawidłowo - nie tyłem, nie na lewą stronę... Wszystko: majtki, spodnie, bluzka założone, równo i porządnie ;)

1 komentarz:

babusia Grażyna pisze...

Ciekawe, czy ta samodzielność zostanie mu na zawsze?