poniedziałek, 19 stycznia 2009

Sanki

Z racji braku śniegu Staś nie ma jeszcze sanek i na sankach nie jeździł...do czasu, aż pojechaliśmy do Dziadka Janka. Akurat spadł świeży śnieg, była piękna pogoda i Dziadek (bez konsultacji z Babcią ;)) pojechał kupić sanki. Ale jakie! Jak wziął Stasia na sanki, to wszystkie sąsiadki były pod wrażeniem. Sanki są bardzo solidne, z oparciem ale i z "dyszlem" za oparciem, także można sanki pchać jak wózek! A jak się z tyłu przedłuży płozy to można na nich stanąć i jechać razem z dzieckiem ;) Niestety nie mamy zdjęć tego cuda, bo gdy Staś szalał na sankach, Mama była na zakupach a Tata odpoczywał po hucznie obchodzonej 60-tce Dziadka Janusza ;) Ale może jeszcze się uda je uwiecznić. A po powrocie do domu i po pierwszym dniu w Klubiku ciocie poznały, że Staś był u dziadka, bo do południa był rozbójnikiem ;) Dziadek rozpuścił Stasia przez kilka dni - jak zawsze zresztą ;)) Ale już Staś wraca do pionu - do czasu następnego spotkania z Dziadkiem ;) No ale od czego są Dziadkowie, to wiadomo...

1 komentarz:

Marzena pisze...

my tez mamy takie snaki i sa superanckie-potwierdzam:)noo z dzidkiem to Stas napewno sie wyszalał juz sobie to wyobrażam:)))